Odpowiedź :
Odpowiedź:
"Pani Twardowska oczami Mefistofelesa"
Wyjaśnienie:
Ach, jak głośno było w karczmie! Tańce, hulanka, swawola. Nagle wszedł Twardowski. Wreszcie. Nie wiedział, że karczma Rzym się nazywa.
- Dziś mi odda duszę. Dzisiaj będzie moja! - pomyślałem.
Usiadł przy stole i się popisuje.
- Ile jeszcze mam czekać?! - denerwowałem się. I wtem wypił wódkę z kielicha, wtem patrzy na mnie okiem zdziwionym.
- Po coś tu kumie zawitał? - spytał Twardowski.
- Boś mi miał duszę oddać w Rzymie! Już zapomniałeś? A karczma Rzym się nazywa!
Nagle przeraził się Twardowski.
- Ach! Ach! - wołał. Już chciał uciec. Nie pozwoliłem mu na to i pokazałem kontrakt, który to ze mną podpisał.
- Dokąd to?!
- Ach! Ale spójrz Mafistofelesie, tu stoi taki warunek, po latach tylu, a tylu, gdy przyjdziesz brać duszę moją mam prawo cię 3 razy zaprządz do roboty. No to już! Zobacz, to jest godło karcxmy, czyli malowany koń. Masz mi go tu zaraz ożywić! Bierz się do roboty!
Musiałem to wykonać, by duszę zabrać Twardowskiemu. Z wielkim trudem konia mu ożywiłem.
- Ale to nie koniec rozkazu! Masz mi tu bat z piasku zrobić i wymurować gmach w tamtym lasku! Z ziarenek!
Więc zabrałem się do roboty. Bacik z pisku, praca trudna, ale go wykonałem Koń z kopyta uciął, a ja już gmach w lasku murowałem. Z ziarenek. Twardowski to ma pomysły!
Dobiegł w końcu na tym koniu i się dziwi, że gmach już stoi.
- No dobrze Mefistofelesie, teraz wykąp się w tej misie. A to jest woda święcona!
Jak tak można! Kto to widział! Niesłychane! Ale muszę... Wszedłem do misy, ach! Jak piecze! Piecze, swędzi! Już, już!
- Dobra, wyłaź diable, teraz, zobacz, oto jest kobièta (czyt. kobita, z wiersza wzięte)! Moja żona, Twardowska. Na rok z nią zostaniesz, będziesz ją kochał jak mąż, będziesz dbał o nią i troszczył i w rok potem mą duszę piekło pochłonie.
- O nie!
Już uciekać! Szybko, prędko! Lecz Twardowski zasłania okna, drzwi. A tu patrzę, dziurka od klucza. Z ulgą wskoczyłem w nią i uciekłem. Czas długi przed Twardowskim ucekał, lecz w końcu do piekieł wróciwszy, usadowiłem się na mym fotelu i z ludźmi już mi nie w głowie było robić interesy. O nie!